CEREMONIE SZAŁASU POTU – Izabela Ewa Ołdak

Rytuał ten poznałam dzięki Wojciechowi Jóźwiakowi – szamaniście, astrologowi; na zjeździe Taraki we wrześniu 2014 roku. Od tamtego czasu brałam udział w szałasach prowadzonych przez Nesa Kruka, Valerie Salez i Maestro Manuela Rufino. W krótkim czasie Wojciech Jóźwiak stał się moim nauczycielem, dzięki któremu zaczęłam samodzielną praktykę. Przez rok czasu w każdą pełnię Księżyca odpalałam szałas. Po wypracowaniu swojego stylu, w oparciu o powierzone mi tradycyjne przekazy dotyczące formuły ceremonii, zaczęłam prowadzić publiczne szałasy otwarte dla tych, którzy pragną doświadczyć tego rytuału.

Szałas potów jest ceremonią oczyszczenia i odrodzenia, powrotu do łona Matki Ziemi. Ceremoniał ten wywodzi się z tradycji rdzennych społeczności Ameryki Północnej. Podobna tradycja zwana Temazcal kultywowana jest po dziś dzień w Ameryce Łacińskiej.

Jest to niezwykłe i transformujące doświadczenie, które pomaga głębiej poznać siebie. Jest to też przestrzeń, w której człowiek może otrzymać wgląd, uzdrowienie i spełnienie intencji dzięki mocy czterech żywiołów i odtworzenia kreacji Wszechświata.

Zdjęcia Piotr Werewka

Szałas budowany i prowadzony jest przeze mnie w zgodzie z czterema kierunkami świata, czterema żywiołami i czterema etapami życia człowieka (narodziny, dojrzewanie, dorosłość, starzenie się/śmierć).

Szałas ma 4 bramy, których strażnikami są: na bramie wschodniej Orzeł, na bramie południowej Feniks, bramy zachodniej pilnuje Manta, a północnej strzeże Wąż. Zwierzęta te są moimi osobistymi Totemami (o pracy ze Zwierzętami Mocy pisałam wcześniej: http://izabelaoldak.com/PL/root/news/10-zwierzeta-mocy.html

Rozpoczęcie ceremonii

Czas ceremonii rozpoczyna się od przywitania w kręgu. Po krótkim przedstawieniu się rozpoczynamy budowę szałasu. Czasem trzeba stworzyć także jego konstrukcję. Ważnym momentem jest rozpalenie świętego Ognia, który rozpoczyna strefę kontemplacji i zanurzenia się w sferę sacrum.

Przy akompaniamencie muzyki cztery osoby rozpalają Ogień zgodnie z czterema kierunkami świata, i tak kobiety rozpalają stronę północną i zachodnią, a mężczyźni południową i wschodnią. Bacznie obserwujemy ten proces, ponieważ wiele nam mówi o naszej relacji z tym żywiołem.

Kiedy kamienie są już rozgrzane, szykujemy się do wejścia do szałasu. Na zewnątrz pozostają wyłonieni wcześniej Ogniomistrzowie, których zadaniem jest pilnowanie ognia, wyciąganie, oczyszczanie i wprowadzenie kamieni do dołu w szałasie.

Przed wejściem do szałasu okadzam wszystkich szałwią i palo santo. Wchodząc mówimy: „Wszyscy, co ze mną”, co oznacza całe istnienie. Kiedy kamienie i Ogniomistrzowie są już w środku otwieram bramę, przedstawiamy się i zapraszamy swoich przodków, rodzinę, przyjaciół oraz byty duchowe i opiekuńcze.

Każda runda poprzedzona jest krótkim wstępem i dedykacją, wypełniona muzyką, intencjami i wglądami. Często robię także podróże szamańskie wprowadzając bębnieniem w trans, by głębiej wejść w dany żywioł i etap życia go reprezentujący.

Brama I – Powietrze
I tak przechodząc przez bramę pierwszą znajdujemy się w Królestwie Powietrza, to moment naszych narodzin, otrzymanych potencjałów, pomysłów i idei. Wschód jest kierunkiem żywiołu Powietrza, jako, że Słońce wznosi się na wschodzie, a powietrze kojarzy się z wszelkim początkiem, wznoszeniem się, i wschodzeniem. To również żywioł odpowiadający za naszą komunikację, intelekt, myśli, wizje i auto ekspresję. Każde działanie oraz jego manifestacja w świecie materialnym rozpoczyna się od idei, a ta pojawia się w naszym umyśle niczym owe wschodzące Słońce.

To etap życia, w którym nie tylko się rodzimy, ale stajemy się siebie świadomi, uczymy się koordynowania swojego ciała, mowy, relacji do innych osób i otoczenia.

W tej bramie z siłą Wiatru oczyszczam umysły ze zbędnych, kotłujących się myśli, przywołując czas radosnego poznawania świata, odkrywania jego zjawisk i tajemnic, nadawania znaczeń i budowania z nim swoich pierwszych relacji. Jest to miejsce i czas na to, by powrócić do swojego dzieciństwa, pobrać z niego siłę, jeśli było sielankowe, lub uzdrowić, jeśli to stamtąd płyną pierwsze cierpienia czy traumy. Możemy też utulić swoje wewnętrzne dziecko, dać mu naszą miłość i uważność.

Orzeł stojący na straży wschodniej bramy jest również pośrednikiem pomiędzy naszą świadomością a wyższym Ja, jego zadaniem jest dostarczanie nam odwagi, nowych możliwości i boskiego natchnienia.

W tej bramie zasadzamy ziarno. To od Nas zależy, czym chcemy, by to ziarno było. Czy jest to intencja, z którą weszliśmy do szałasu, czy nagle przyjdzie nam do głowy zupełnie inna idea?

Po zamknięciu bramy i tym samym zakończeniu tej rundy, otwieramy drzwi szałasu. Następuje krótka przerwa, w której możemy się napić wody, ochłonąć, ale przede wszystkim jest to czas, kiedy Ogniomistrzowie wnoszą kolejne rozgrzane do czerwoności kamienie. Każdy kamień jest przez nas witany, dodatkowo posypuję go mieszanką ziół, która roztacza wokół nas cudowny zapach.

Brama II – Ogień

Kiedy wszyscy są z powrotem w środku otwieram kolejną bramę. Przenosimy się na Południe do Królestwa Ognia. To jest ten moment, kiedy szałas rozgrzewa się na dobre. To siła nieokiełznanego żywiołu, odpowiadającego za naszą wolę, aktywność, wszelkie działania, wigor i ruch. Wchodzimy w najbardziej dynamiczny okres naszego życia, czyli w fazę dojrzewania. To wtedy zmienia się nasze ciało, stajemy się kobietą lub mężczyzną. To czas nauki, doświadczeń i eksperymentów. Naszej ekspansji. To czas buntu i seperacji od rodziców, poprzez pójście do szkoły, a potem na studia, co zmusza nas do samodzielności i eksplorowania świata. Uczy nas dostosowywania się do nowych sytuacji i środowiska, rośnie nasz indywidualizm poprzez budowaną tożsamość. Ujawniają się nasze talenty i potencjały, które szlifujemy i doskonalimy.

Na tym etapie całą energię wytworzonego ciepła i siły Ognia kieruję do Splotu Słonecznego uczestników, tak by aktywowali w sobie tę męską siłę, odwagę, gotowość do wszelkich działań i zmierzenia się z trudnościami życia. Wyzwalamy moc, a nawet dzikość. Teraz możemy wyrazić nawet swoją agresję czy złość. Zatem w oparach unoszących się z polewanych wodą kamieni słychać okrzyki, śmiech, piski i wszelkie inne odgłosy budzącej się w nas siły Ognia. Temu procesowi towarzyszy Feniks, strażnik tej bramy, który obdarza nas dodatkowo siłą odradzania się i wszelkiej transformacji. Nie ma teraz mocy, która przeszkodziłaby nam, by tak skumulowaną energię wlać w posadzone wcześniej ziarna, by zaczęły kiełkować. To na nie kierujemy teraz swoje Słońce, tak by rosły jak najszybciej i najpiękniej. Co chcemy by w naszym życiu urosło? By dojrzewało? Na co rzucamy Światło?

Brama III – Woda

Po przerwie i kolejnych kamieniach wniesionych do szałasu następuje łagodne zejście ku Zachodowi. Tutaj na bramie wita nas Manta, to ona pomoże nam unieść się na falach Królestwa Wody, zanurzyć w jej głębinach, a nawet wyskoczyć ponad jej taflę. Wchodzimy, bowiem w głębię oceanu swoich uczuć i emocji, seksualności, kreatywności i przepływu obfitości w naszym życiu.

Dorosłość – to właśnie z tym zagadnieniem mierzymy się podczas trwania tej rundy. Kieruję uwagę na czakrę serca, by z tego ośrodka płynęły do nas informacje o relacjach, jakie budujemy czy to z rodzicami, partnerami, przyjaciółmi, czy z samym sobą. Przyglądamy się swojej lewej kobiecej stronie ciała, swojej relacji z matką i relacji z kobietami w swoim życiu, następnie spoglądamy na swoją prawą stronę – na ojca i wszelkie inne autorytety męskiego rodu. Często mierzymy się ze swoją seksualnością, spoglądając na wody czakry sakralnej, a także na to czy i w jaki sposób płyną do nas rzeki obfitości życia. Jest to, bowiem czas, kiedy nawadniamy swoje zasoby, tak by wydały już owoce naszej pracy. To właśnie do Idei i Woli dodajemy Emocje, by to czego pragniemy zamanifestowało się w naszym życiu. Jakie plony chcemy już w nim zebrać? Do czego już dorośliśmy lub do czego dojrzały już nasze starania?

Brama IV – Ziemia

Północ. Ostatnie królestwo, które odwiedzamy podczas naszej podróży, to Królestwo Ziemi. Przechodzimy przez bramę transformacji, do której wpuszcza nas Wąż. To właśnie jego domena i zadanie, by przeprowadzić nas przez najtrudniejszy bodaj etap w życiu, jakim jest starzenie się i śmierć. Ziemia to żywioł manifestacji naszego życia, wszelkiej materii i fizyczności oraz naszego przeznaczenia. Z tej perspektywy widzimy już jak uprządł się nasz los. To jak się starzejemy, czego dokonaliśmy, co stało się naszym udziałem i jak umieramy jest skumulowanym efektem całego naszego życia. To tutaj dociera do nas ciężkość, a może lekkość naszych słów, czynów, związków i relacji. To właśnie z tego miejsca możemy dokonać wszelkich podsumowań i zebrać całą mądrość, jaką posiedliśmy w ciągu naszej egzystencji. To etap życia, w którym dosięga nas nie tylko starzenie się, ale i choroby, będące często skutkiem naszej psychosomatyki, wypadków i karmicznych czy rodowych powiązań. Doświadczamy też śmierci naszych bliskich i w końcu naszej własnej śmierci. Tutaj możemy zmierzyć się z tymi zagadnieniami, przygotować się do tego momentu.

Jest to też przestrzeń na to, by pożegnać, oddalić z naszego życia to, czego już nie chcemy, to, co w nas już wybrzmiało, a co możemy zostawić za sobą.

Jest to także czas na podziękowania nie tylko dla darów Ziemi, jej plonów, naszego ciała i zdrowia, ale też wszystkim żywiołom, zwierzętom, opiekunom i tym, którzy brali udział w tej ceremonii. Czujemy wdzięczność i ulgę, ponieważ nadszedł czas wyjścia z szałasu. Czas odrodzenia!

Integracja procesu
Wychodzimy na czworakach przez mały otwór, skupiając się na naszym pierwszym oddechu, poczuciu cudnego, czystego powietrza, które wypełnia nasze płuca. Wprowadzamy nowe życie, nową energię.

Po krótkim wypoczynku spłukujemy się wodą, oczyszczamy, wydajemy okrzyk.

Na koniec radujemy się zbierając się przy ognisku, dziękujemy za ceremonię i palimy dary dla Ognia. Mogą to być zioła, kopal lub inne żywice, kadzidła itp. Po tej celebracji idziemy spać. Wypoczynek jest niezbędnym elementem tego rytuału, tak jak sen i marzenia senne.

Następnego dnia, po wspólnym śniadaniu zbieramy się w kręgu, by wymienić się przeżyciami, pobłogosławić i pożegnać.

Uważa się, że będąc w szałasie powracamy do czasu początków, by będąc świadkami pierwotnych sił kreacji odnowić, odświeżyć własną relację z życiem. Górna półkula szałasu i dolna niewidoczna, zagłębiona w ziemi, wraz z kamieniami w środku, stanowią model Wszechświata, jego symboliczny zarodek, Początek Wszechrzeczy, którego jesteśmy świadkami i uczestnikami. Wewnątrz łaźni jesteśmy jak embriony, jak jaja w skorupie żółwia. Cofamy się do początku, gdzie kumuluje się największa ilość mocy, jako że we wszystkich początkach skupia się największa twórcza siła. To właśnie wtedy możemy podejmować właściwe decyzje, niczym indiańska starszyzna plemienna.

Wszystko, co się dzieje podczas ceremonii, począwszy od budowy szałasu i rozpalenia świętego Ognia, ma znaczenie symboliczne. Także odczytujmy znaki i dobrze obserwujmy nasze myśli. Możemy również włożyć intencje w każdą kroplę obficie spływającego z nas potu, każdego przeżytego cierpienia czy niewygody.

To jak mocno zadziała na nas ceremonia, zależy właśnie od naszej uważności, otwartości i głębi doznań. Nie chodzi o ślepą wiarę w rytuał, ale o uważność, czystość intencji i obecność; słuchanie tego co mówią inni, a także poddanie się całemu procesowi bez lęku czy wewnętrznej walki.

Zdjęcia: Piotr Werewka

Serdecznie zapraszam do wspólnych celebracji!

Aho!

 

źródło: http://suplementswiadomosci.pl/index.php/2017/11/25/ceremonie-szalasu-potu/

Amanita muscaria – eliksir nieśmiertelności

Do dziś istnieją wśród botaników i antropologów spory o to czym tak naprawdę była Soma, lub  zaratursiańska Haoma, czyli prastara roślina z okresu wedyjskiego, opisana jako napój bogów, eliksir życia. Jej działanie wiązane było z nieśmiertelnością stanem czystej świadomości. Innymi słowy była to roślina bezpośrednio łącząca człowieka z Bogiem.

Istnieją silne przesłanki ku temu, że eliksirem dającym nieśmiertelność, umożliwiającym wyłączenie ziemskiego rozumienia i tym samym połączenia z wyższym, boskim perceptem, miał być muchomor czerwony –Amanita muscaria. Choć wielu badaczy na pewno zaprzeczy tej tezie i wysnuje swoje propozycje odnośnie tego, czym Soma była, to biorąc pod uwagę wszystkie fakty – muscaria spełnia najwięcej kryteriów stawianych przed tą świętą, wedyjską rośliną.

Przede wszystkim w jej opisach możemy natknąć się na takie charakterystyczne frazy, jak: ceremonialne picie moczu, była również identyfikowana z bogiem wojny Indrą i przyjmowana przed walką oraz wzmagała czujność i uwagę. Te wszystkie cechy pasują do muchomora, szczególnie fragment o piciu moczu, bowiem aktywny składnik muscymol, występujący tylko w muchomorze, przechodzi przez organizm w formie bezstratnej, dzięki czemu mógł być wydalony z moczem i przyjęty ponownie. Najprawdopodobniej owy spór szybko nie zostanie rozwiązany, a nam zostaje próba naukowego zbadania każdej propozycji w temacie sakralnej Somy, w końcu botanicy i mykolodzy interesują się wszystkim co dotyczy ich dziedziny nauki.

Nie ulega wątpliwości, że muchomor czerwony jest jednym z najbardziej fascynujących obiektów badań etnofarmakologicznych i antropologicznych. Prawdopodobnie Amanita muscaria należy do najstarszych orgiastycznych środków rytualnych wykorzystywanych przez człowieka. Wybitny badacz Robert Gordon Wasson w swojej dwutomowej epopei „Russian, mushrooms and history” argumentował, że sakralne użycie muchomora czerwonego sięga już 8000 lat p.n.e. Oficjalnym dowodem naukowym przedstawiającym kult muchomora było odkrycie rosyjskiego archeologa N. Dikowa z 1967 roku. Na wschodnim brzegu rzeki Pegtymel na Czukotce Rosjanin odkrył naskalne rysunki, które przedstawia zarówno wizerunki muchomora, jak i szkice postaci (głównie kobiecych), które na głowie lub nad głowami trzymają Amanity. Rysunki datowane są na okres schyłku epoki kamienia lub początek epoki brązu około 1000 lat p.n.e. Wasson twierdzi, że przedstawiają one „muchomorowe dziewczęta” lub „muchomorowych ludzi” – istoty, które pojawiają się podczas wizji wywołanych działaniem grzyba. Ryciny sugerują także, że mogły być odzwierciedleniem plemiennego rytuału. 


Szamanizm syberyjski i rytualne użycie muchomora

Pierwotnych źródeł użycia muchomora szukać należy na Syberii oraz terenach sąsiadujących, w tym w Europie. Znalezienie prehistorycznych źródeł szamanizmu syberyjskiego nie jest łatwe, gdyż wymaga przedarcia się przez bariery językowe, a także techniczne możliwości datowania syberyjskich naskalnych petroglifów, bowiem w tej chwili nie da się ich jednoznacznie wydatować na paleolit. Aczkolwiek zaprzęgając czystą logikę można stwierdzić, że właściwości muchomora mogły zostać poznane u schyłku okresu glacjalnego kiedy cofająca się pokrywa lodowca odsłoniła równiny Syberii. Pierwsze raporty o intoksykacji muchomorem pochodzą z 1658 roku, w którym polski zesłaniec Adam Kamieński-Dłużyk wspomniał o pijanych od muchomora mieszkańcach zachodniej Syberii. Potem można było natknąć się na wiele wzmianek o czerwonym grzybie, ale niestety były to opisy zawężone z racji zanikających już tradycji plemiennego spożywania muchomora wśród prastarych ludów. Postępująca kolonizacja sowiecka w znaczącym stopniu przyczyniła się do zatarcia tej niezwykłej i ważnej tradycji. Z tego co wiemy można jednak wyodrębnić wiele ciekawych faktów i odtworzyć mechanizm rytuałów w celu ich dokładniejszego zbadania.

Zatem rytualna aplikacja Amanita muscaria różniła się w zależności od plemiennych zwyczajów. U niektórych świętego grzyba mogli spożywać wszyscy mężczyźni, a u innych tylko szamani. Kobiety do rytuału dopuszczane były sporadycznie albo wcale, chyba że to kobieta była szamanką, co zdarzało się raczej rzadko. Przy rozwiniętej metodologii używania muchomora szybko wyklarowały się pewne żelazne, szamańskie zasady, które przyszły w wizjach lub w wyniku uważnych obserwacji działania enteogenu. Jego siła była bowiem olbrzymia i nie sposób było o niej zapomnieć, ale o tym później. Szamani w muchomorze widzieli samego Boga. Uważali, że Bóg przejawia się w świecie fizycznym właśnie pod postacią muscarii, a barwne i transcendentalne wizje często ich w tym stwierdzeniu umacniały.

Muchomorów używano więc wielofazowo, jak na boski środek przystało. Możliwe było za jego pomocą wejście w czysty, bezosobowy stan świadomości, pogłębienie kontaktu z Matką Ziemią, a także wzmocnienie swoich sił witalnych, również leczenie siebie i innych, zaglądanie w przyszłość lub przeszłość, czy podróżowanie w innych częstotliwościach wymiarowych, a co za tym idzie kontakty z duchami natury, przodkami lub istotami pozaziemskimi.

Osoba odurzona grzybem spotyka różnej maści istoty, które przybierają najróżniejsze kształty, często abstrakcyjne np. z jedną ręką i nogą lub całkowicie bezkształtnym ciałem. Pojawiają się też w różnych ilościach, zazwyczaj zależnie od liczby zjedzonych grzybów. Duchy potrafią naigrywać się z ludzi, wprowadzać ich w niebezpieczne miejsca, ale i zapewniać ochronę, a także pomagać zrozumieć zawiłe korelacje głębszej rzeczywistości ze światem fizycznym. Wśród rdzennych panowało przekonanie, że muchomor jest w stanie dać im odpowiedź na każde pytanie. Zdarzało się, że faktycznie osoba pod wpływem grzyba zapytana nawet o zawiłą sprawę, potrafiła klarownie i trafnie odpowiedzieć. Działanie muchomorów jest różne i zależy od dawki, a także formy spożytego surowca, którym są kapelusze. Zazwyczaj po zjedzeniu kilku kapeluszy pojawiają stany deliryczne, zjawisko makropsji i mikropsji (kurczenie lub powiększanie przedmiotów), konwulsje, drętwienie kończyn. Ponadto osobę napełnia uczucie szczęścia, spokoju, chęć tańca, śpiewania, kontemplacji natury, a podczas barwnych wizji nadchodzi okazja wyciągnięcia ważnej nauki na temat określonej sfery życia. Zdarzają się przejścia ze stanu transowego, euforycznego do głębokiego snu, który również ma bardzo istotne znaczenie w kontekście uzyskanych w nim wglądów. Uczestnicy ceremoniałów mogą przejść symbolicznie swoją śmierć, narodzić się na nowo lub przeżyć osobliwą inicjację zależną od wierzeń
religijnych.

Muchomor czerwony, pospolity (łac. Amanita Muscaria)
rodzina: Muchomorowate – Amanitaceae
inne nazwy: wapaq, soma, haoma, muchomor prawdziwy, marymuch, muchajer, muchorówka, muszorka, muchar czerwony, muchotrutka, muchoraj

gromada: podstawczaki, klasa: pieczarniaki, rząd: pieczarkowce











Najbardziej charakterystycznym rodzajem grzybów dla rodziny muchomorowatych są muchomory. Rodzaj ten występuje w lasach i na miejscach nieuprawianych. W Polsce występuje około 21 gatunków, z których tylko kilka jest jadalnych. Najczarniejszą sławą osnuty jest Muchomor zielonawy, zwany też sromotnikowym (Amanita phalloides), który jest najbardziej trującym grzybem w Polsce. Zawiera śmiertelnie niebezpieczne toksyny: fallotoksyny (falloidyna, falloina, fallozyna, fallicydyna) i amatotoksyny (amanityna, amanina, amanullina).
Podobny do sromotnika i równie silnie trujący jest muchomor wiosenny (Amanita verna) – jest od niego mniejszy, zwykle jaśniejszy, a czasem nawet białawy. U wszystkich gatunków należących do rodzaju muchomorów owocnik początkowo okryty jest zupełną osłoną (velum universale). Następnie podczas wzrostu kapelusz rozrywa osłonę i unosi jej szczątki na swojej powierzchni. W ten sposób bardzo często na wykształconym kapeluszu spotkać możemy białe, bezładnie rozrzucone łatki. Czasami łatki nie występują, zwykle wtedy, gdy spłucze je deszcz lub kiedy kapelusz ma śliską powierzchnie i po pokonaniu osłony wyśliźnie się z niej nie rozszarpując i nie porywając ze sobą jej cząstek. 

Mykologia

Muchomor czerwony, pospolity posiada kapelusz krwiście czerwony, purpurowy lub purpurowopomarańczowy z białymi prążkami na powierzchni. Na brzegu jest delikatnie prążkowany, początkowo półkulisty, następnie parasolowato rozpostarty, o lepkiej, mięsistej powierzchni, cieńszy ku brzegowi. Zwykle spotyka się kapelusze o średnicy 8-15 cm, choć mogą czasem zdarzyć się kolosy dochodzące do ponad 20 cm. Trzon ma biały o żółtawym odcieniu, wewnątrz gąbczasty, a później pusty, bez pochwy, jedynie wałkowate zgrubienia spękane poprzecznie otaczają jego nasadę, Pierścień szeroki, gruby, delikatnie podłużnie prążkowany, zdarza się o żółtawym odcieniu. Blaszki ma białe, czasem żółtawe, wolne, choć zbliżone do trzonka, grube o ostrzu bardzo delikatnie ząbkowanym.

Miąższ biały, pod skórą kapelusza żółtawy. Niektórzy mylą go z muchomorem czerwonawym (Amanita rubescens), ale pomyłka nie poskutkuje jakimiś tragicznymi konsekwencjami, gdyż gatunek ten jest jadalny – smak początkowo ma słodki, a później drażniący. Amanita muscaria występuje przeważnie pod brzozami i modrzewiami, z którymi tworzy mikoryzę (symbiozę), a także w lasach szpilkowych od lipca do listopada.

Nazwa grzyba wzięła się od jego zastosowania jako trutka na muchy. W tym celu używany był z mlekiem, wówczas zwabiał do siebie muchy, a te po kontakcie z grzybem padały sparaliżowane. Jednak już sama wnikliwa obserwacja owadów mogła doprowadzić do wniosków o ciekawych właściwościach muchomora czerwonego, gdyż muchy zazwyczaj nie ginęły, jedynie leżały do kilku dni sparaliżowane, a później jeśli nikt ich nie ruszał, wracały do życia i odlatywały. 

Amanita muscaria rośnie na północnych i umiarkowanych strefach obu półkul. Gatunek euro-azjatycki ma ładniejszy (bardziej krwisty) kapelusz niż jego odmiana północno-amerykańska, której kapelusz jest jaśniejszy (od kremowo do pomarańczowo-żółtej barwy). Obie odmiany różnią się również koncentracją czynnych składników. Muchomor rosnący w Ameryce Północnej wykazuje słabsze działanie halucynogenne.


Zesłane przez Boga


Plemię Koriaków jest bodajże najbardziej znane z rytualnego spożycia muchomora. Ich mitologia jasno obrazuje boskość tego świętego grzyba. Według nich Bóg – najwyższa emanacja egzystencji Vahinin splunął na ziemię, a w miejscu które pokryła ślina wyrosły grzyby z czerwonymi kapeluszami w białe kropki. To samo plemię wierzyło w istnienie szkodliwych istot zwanych nimwitami, z którymi kontaktować mógł się tylko szaman podczas muchomorowego ceremoniału odprawianego w ciemnościach. Szaman zapadał w sen, podczas którego jego świadomość przenoszona była do światów tychże stworzeń.
Rdzenne plemiona syberyjskie nie znały żadnego innego środka odurzającego oprócz muchomora. Stan ten zmienił się kiedy kolonizacja przyniosła tym ludom alkohol, ale pierwsze kontakty z nim nie wzbudziły specjalnej aprobaty. Uważano, że wódka i muchomory nigdy nie powinny być łączone, a osoba, która to zrobi posiada demoniczny wygląd i czarną aurę. Spożycie grzybów to osobna historia, która zostanie przedstawiona w części drugiej. Muchomory dodawano do zup, zimnego lub ciepłego mleka reniferów oraz mieszano z sokiem borówki bagiennej (Vaccinium ulginosum) czy wierzbowki kiprzycy (Epilogium augustifolium). Co ciekawe kiedy zje się  owoce borówki bagiennej zwanej też pijanicą lekarską i jednocześnie powącha pyłek kwiatowy bagna zwyczajnego (Ledum palustre) mogą wystąpić ataki śmiechu, stany euforyczne i ogólnie cały las będzie się do nas śmiał.
 .
Borówka bagienna (łac. Vaccinium ulginosum) – Ericaceae
.
Wierzbówka kiprzyca (łac. Epilogium augustifolium) – Onagraceae
To by było na tyle w części pierwszej. Natomiast w części drugiej dowiemy się o rytualnych metodach preparacji muchomora czerwonego, jego biochemii, działaniu, a także eksperymencie, który wraz ze znajomym lekarzem chcę przeprowadzić. Ponadto będzie wiele innych ciekawostek odnośnie czerwonego kapelusza. Poznamy też współczesnego szamana, który zjada muchomory na surowo.
.
Skupimy się na szczegółach technicznych Amanity włącznie z opisem przyrządzania go według metod współczesnych oraz szamańskich. Rdzenni mieszkańcy Syberii uważali muchomora za bezpośredniego łącznika z Bogiem. Możemy też natknąć się na ciekawą analogię utożsamiającą muscarię ze Świętym Graalem, gdzie czerwony kapelusz miał symbolizować kielich, z którego Chrystus „pił” podczas ostatniej wieczerzy. W sumie niezależnie od stopnia prawdziwości tej informacji nie miałbym nic przeciwko gdyby choć w jakiejś części muchomor wiązał się z Chrystusem jako symbolem grupy istot oświeconych. Zwłaszcza, że Amanitama dużo wspólnego z nirvaną, czy stanem oświecenia. Jakiś czas temu natknąłem się w serwisie YouTube na wideo-relacje z przyjęcia muchomora przez pewnego młodzieńca, który twierdził, że doświadczył potężnej iluminacji – wszedł w stan nirvany aktywując swoje ciało świetliste. Poza tym opisał efekt totalnego uziemienia w Teraz, połączenia z naturą. Jego raport z polskimi napisami można obejrzeć tutaj. W każdym razie doświadczenie, które opisuje generalnie zgadza się ze standardowym opisem działania grzyba w przypadku jego prawidłowej konsumpcji. 

Zbiór i przygotowanie

Muchomory przez szamanów spożywane były nawet na surowo, gdyż ich zażyłość ze świętymi grzybami była tak duża, że toksyczny składnik zwyczajnie im nie szkodził. Najczęściej jednak używano surowca wysuszonego na słońcu lub nad ogniskiem. Zbiór również rządził się specyficznymi prawami i odbywał się z reguły w lipcu i sierpniu, wtedy według wierzeń koncentracja składników czynnych była najbardziej odpowiednia. Jednym z takich praw lub raczej zasad zbioru było przekonanie, że muchomory najlepiej zbierać zawsze z tego samego miejsca i spożywać je w miejscu gdzie zostały zebrane. Metod suszenia było kilka. Niekiedy okazy rozwieszano na sznurkach, a inne umieszczano na ziemi do samoistnego wyschnięcia (ponoć w tym przypadku nabierały szczególnej mocy) oraz suszono nad ogniskiem. Wysoka temperatura miała przetransformować niestały i szkodliwy kwas ibotenowy w pożądany składnik psychoaktywny.

Konsumpcja muchomora także rozgałęzia się na kilka rodzajów i różni się w zależności od tradycji plemiennej. Przeciętną dawką były trzy kapelusze – jeden duży i dwa mniejsze, ale często ilość ta wzrastała kilkukrotnie jeśli ceremonia była ukierunkowana na konkretny cel. W dzisiejszych czasach amatorzy mocnych, psychodelicznych wrażeń zbierają muchomory i suszą zazwyczaj w piekarniku w temperaturze 90 stopni przez kilka godzin. Osobiście jako tradycjonalista polecałbym rytualną metodę, to znaczy po zebraniu grzyba oberwać od nich trzonki, rozpalić w środku lasu ognisko i wysuszyć nasze okazy. W tym celu z okolicznych gałęzi możemy zrobić prowizoryczne półeczki, na które w odpowiedniej odległości od ogniska kładziemy kapelusze i radujemy oko. Taka preparacja jest bowiem fascynującym przeżyciem, przynajmniej dla mnie. Nawet kiedy nie mam zamiaru spożyć muchomora sam fakt, że uczestniczę w czymś na wzór plemiennego rytu, daje satysfakcję i dreszczyk emocji. 

Biochemia

Początkowo uważano, że głównym komponentem chemicznym odpowiedzialnym za specyficzne działanie muchomora jest muskaryna, ale później okazało się, że występuje ona w zbyt małych ilościach (0,0002-0,0003%), aby wywołać jakiś efekt. Zatem szukano dalej i w końcu odkryto, że boską molekułą jest muscymol – efekt dekarboksylacji kwasu ibotenowego. To właśnie kw. ibotenowy jest toksyczny i może wywołać zatrucie pokarmowe, któremu towarzyszy biegunka, wymioty, dreszcze, czy bóle brzucha. Jego zawartość szacuje się na 0,03-1% w świeżej masie grzyba. Jest jednak nietrwały i pod wpływem wysokiej temperatury przechodzi w panterynę (muscymol). Dlatego staranne wysuszenie grzyba powinno znacznie zredukować ryzyko nieprzyjemnych objawów. Oprócz wyżej wymienionych w śladowych ilościach w muchomorze występuje pochodna izoksazolu – muskazon.

 

Muscymol, 5-(aminometylo)-3-izoksazolol
wzór sumaryczny: C4H6N2O
masa molowa: 114,10 g/mol
Muscymol w ujęciu farmakologicznym powoduje hipnagogiczne halucynacje, które mogą przypominać świadome śnienie. Panteryna jest selektywnym agonistą receptora GABA-A. Po spożyciu występują stany euforii, błogości i spokoju. Ponadto wykazuje działanie przeciwbólowe, głęboko relaksujące ciało, co przejawia się wrażeniem snu na jawie lub poczuciem znalezienia się poza ciałem (OoBE). Często występuje  dialog wewnętrzny, możliwość rozwiązania persolnalnych problemów za pomocą takowego dialogu. Z kolei inne raporty donoszą o znacznej redukcji wewnętrznych dialogów (myśli) na rzecz kontemplacyjnego stanu transowego. U niektórych przyjęcie suszonego muchomora zaowocowało zwiększeniem pobudliwości płciowej, a u innych jej redukcji i dystansu do seksualności. Jeśli chodzi o zdolność logicznego myślenia i klarowności to najczęściej zostaje ona zachowana, a nawet zwiększona. Raporty mówią o wyostrzeniu zmysłów i błyskotliwych myślach. Inaczej sprawa ma się z koncentracją, na tym polu mogą występować problemy ze skupieniem. Również interakcja z innymi ludźmi może być trudna w odbiorze dla obu stron np. częste zmiany tematu, „konwersacyjny abstrakcjonizm”. Na poziomie fizjologicznym mogą wystąpić uczucia senności, spokoju lub ekscytacji połączonej ze znaczącym przypływem energii oraz utrata równowagi, powiększone źrenice, szkliste spojrzenie, ściekająca wydzielina z nosa, czy zmiany w postrzeganiu ciała. Wszystkim powyższym efektom mogą towarzyszyć problemy żołądkowe objawiające się nudnościami i nieprzyjemnym mrowieniem. Oprócz tego dochodzą drżenia mięśni zwiększona perspiracja skóry (pocenie się) i przy dużych dawkach delirium. Wiele osób opisuje trzy fazy działania muchomora: 1) nudności i inne cielesne objawy; 2) stan transowy, senny; 3) dominują psychodeliczne efekty.
.
 Kwas ibotenowy
wzór sumaryczny: C5H6N2O4
masa molowa: 158,12 g/mol

Warto wspomnieć, że chemiczny potencjał, a co za tym idzie efekty cielesne i psychiczne muchomora mogą znacznie różnić się w zależności od czasu, miejsca zbioru i odmian. Ponadto organizm każdego człowieka będzie reagował indywidualnie na aktywne składniki zawarte w muscarii i działanie grzyba może być skrajnie różne w zależności od psychologicznego indywidualizmu.

Jeśli chodzi o dawkowanie muchomora, to sprawa przedstawia się następująco: wszystkie partie muchomora wywierają działanie, ale używamy tylko kapeluszy. Niektórzy nawet palą skórkę lub dobrze wysuszone kapelusze, wówczas efekt jest o wiele słabszy. Spalenie w fajce jednego małego kapelusza wywołuje lekki błogostan i relaks.  Przy tym sposobie przyjęcia surowca zalecane jest wymieszanie skórki z małą ilością konopii indyjskich, dzięki czemu uzyskamy niezwykle ciekawą pod kątem działania etnobotaniczną mieszankę. Najbardziej wyraźne działanie pojawia się przy oralnym przyjęciu surowca. Podany schemat dawek dotyczy dobrze wysuszonych kapeluszy.

Efekty po oralnym przyjęciu Amanita muscarialekki– 1-5g (1 średni kapelusz), średni – 5-10g (1-3 średnie kapelusze), mocny – 10-30g (2-6 średnich kapeluszy). Efekty zaczynają być odczuwalne w przeciągu 30-120 minut od przyjęcia. Całkowity czasowy zakres działania muchomora oscyluje w granicach 5-10 godzin, choć zależy to od dawki. Przyjęcie świeżego niewysuszonego surowca nasili efekty cielesne i drastycznie zwiększy ryzyko zatrucia pokarmowego. Wiele zależy też od indywidualnych możliwości organizmu do dekarboksylacji kwasu ibotenowego w muscymol. Przyjęty oralnie kwas ibotenowy aktywny jest w ilości 50-100 mg, natomiast w przypadku muscymolu wystarczy już 10-15 mg. 

Uro-bieni moczem

Główny aktywny składnik muchomora czerwonego – muscymol nie jest metabolizowany przez organizm człowieka i w niezmienionej formie wydala się go z moczem. Dzięki tym właściwościom wśród syberyjskich plemion wykształcił się obyczaj picia moczu osoby odurzonej muchomorem, gdyż w ten sposób można było cieszyć się efektami działania grzyba wielokrotnie. O tym jak cenne były muchomory niech posłuży przykład handlu wymiennego między plemionami. Za sztukę muscarii czasami oddawano nawet 2-3 renifery! Bogatsi członkowie społeczności mogli więc pozwolić sobie na zbieranie sporych zapasów, a ich biedniejsi koledzy byli rzecz jasna faktem deficytu i ceną świętego grzyba niepocieszeni. Sytuacje podbramkowe zmuszają do wytężonego wysiłku umysłowego. Poza tym rdzenne kultury miały znacznie bardziej rozwinięty zmysł wnikliwej obserwacji. Doprowadziło to do zabawnej historii odkrycia specyficznych właściwości muscymolu.

Renifery to zwierzęta, które z upodobaniem piją ludzki mocz. Nasączając śnieg uryną można było łatwo przywołać renifera z pobliskiego pastwiska. Wszystko zaczęło się prawdopodobnie kiedy jakiś uważny obserwator dostrzegł, że renifer pijący mocz członka plemienia odurzonego grzybem, padł na ziemię w stanie delirycznym, po czym zapadł w głęboki sen. To podsunęło myśl, że skoro zwierzę zachowuje się podobnie, jak człowiek przyjmujący pewną dawkę grzyba, oznacza to, że w ludzkim moczu zostaje „magia” muchomora. Metodą plemiennego empiryzmu szybko potwierdzono te słuszne domysły. W ten oto sposób narodził się zwyczaj rytualnego picia moczu. Zdarzało się, że członkowie plemienia wyruszając w dalekie wędrówki zabierali ze sobą dawkę „zaczarowanego” moczu. 

Uzdrawiająca moc muchomora
Istnieją liczne nawiązania szamanizmu syberyjskiego do południowoamerykańskich sztuk uzdrowicielskich. Szamani obu tych magicznych odłamów pierwotnej ścieżki mocy wprowadzają się w trans za pomocą narzędzi zewnętrznych w postaci instrumentów (bębenek) lub pęku liści. Szamanizm syberyjski posiadał swoje święte pieśni – icaros, które mogły zostać przetransformowane z rzeczywistości duchowej do fizyczności, a trans i muzyka w plemiennych rytach odgrywały bardzo ważną rolę.

Rytuały z wykorzystaniem muchomorów miały uzdrawiające właściwości, co jest relatywne do ceremonii przeprowadzanych w amazońskich lasach deszczowych. Jedną z flagowych historii opisujących leczniczą moc muscariimożna znaleźć w relacji polskiego zesłańca Józefa  Kopcia, który w 1796 roku przebywał na Kamczatce. Mężczyzna zanotował w swoim pamiętniku, że kiedy poważnie zachorował odwiedził go prawosławny duchowny, którego zesłaniec nazwał „Ewangelistą” i zaproponował mu lekarstwo właśnie w postaci muchomorów. Po zjedzeniu większej dawki Józef Kopeć poczuł jak dopada go senność. Następnie pogrążył się w wizyjnym śnie, podczas którego podróżował po innych światach. Wydawało mu się, że został skierowany z powrotem na Ziemię i poczuł potrzebę spowiedzi przed obliczem duchownego. Obudził się i poprosił księdza o spełnienie jego prośby, z czego ten bardzo się ucieszył. Po spowiedzi znów zapadł w głęboki sen trwający 24 godziny – „Jest trudne, niemal niemożliwe opisać wizje jakie miałem podczas tego snu, poza tym są inne przyczyny które zniechęcają mnie do takiego opisu.

To co zauważyłem w tych wizjach i przez co przeszłem, to rzeczy których nigdy nie potrafiłbym sobie wyobrazić. Mogę jedynie wspomnieć, że od czasu moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa, wszystko dokładnie sobie przypomniałem począwszy od wieku pięciu czy sześciu lat. Wszystkie rzeczy i ludzi których wówczas znałem i z którymi wchodziłem w związki, wszystkie moje zabawy, zajęcia, czynności jedne następujące po drugich, dzień po dniu, rok po roku, jednym słowem miałem przed oczami obraz całej mojej przeszłości. Jeżeli chodzi o przyszłość różne obrazy przemykały jeden za drugim, nie absorbując więcej uwagi niż zwykłe sny. Mógłbym jedynie dodać. że jakby zainspirowany magnetyzmem dostrzegłem, że mój ewangelista trochę zbłądził i ostrzegłem go przed pogłębianiem jego błędów. Zauważyłem, że przyjął te ostrzeżenia niemal jak głos Objawienia”. Historia ta pokazuje, że poprzez transpersonalną retrospekcje i wizje można przemodelować, być może, toksyczne wzorce osobowe, a tym samym często źródło choroby.

Powyższy filmik pokazuje jednego ze współczesnych szamanów wykorzystującego w swojej praktyce muchomory. Ten pan nie przejmuje się potencjalną toksycznością kwasu ibotenowego i konsumuje muchomory jedynie na surowo i jak twierdzi właśnie takie spożywanie zapewnia najlepszą, spirytualną jakość surowca. Poza tym podobnie jak prastare plemiona twierdzi, że Bóg i muchomor czerwony jest tym samym (to jego fizyczna manifestacja na Ziemi). Akurat na filmiku wyżej szaman spożywa na surowo kapelusz muchomora sromotnikowego (Amanita phalloides). Dlaczego ten śmiertelny grzyb go nie zabił ? Przede wszystkim to szaman pracujący z muchomorami – nie jest więc amatorem psychodelicznych podróży, którego sromotnik faktycznie mógłby zabić. Kiedy szaman pracuje z jakąś rośliną, tworzy z nią specyficzną więź. Więź ta dotyczy szczególnie surowców, które zmieniają percepcję człowieka, gdyż pozwalają na spoglądanie w iluzję fizyczności z innej perspektywy, co zawsze wiąże się z pozyskaniem lekcji. Podejrzewam, że bohater filmu umocnił swoją więź z muchomorami na tyle, że jego ciało dezaktywuje fallotoksyny i amatotoksyny znajdujące się w A. phalloides. 

Eksperyment: 
Badanie Psychofarmakologii Muchomora Czerwonego
Wraz z moim znajomym, który jest lekarzem, specjalistą od natury ludzkiej świadomości, wpadliśmy na pomysł przeprowadzenia eksperymentu z muchomorem czerwonym. Jego celem będzie naukowe zbadanie psychofarmakologii Amanity muscarii i jej potencjału leczniczego. Być może uda się go nawet zastosować w psychiatrii i leczeniu zaburzeń psychotycznych. W każdym razie  zagraniczna dokumentacja  naukowa na temat muchomora jest dość bogata, ale bardzo rozbieżna. Można z niej wysnuć jednak wniosek, posiłkując się przesłaniami ludowymi, że nasz czerwony przyjaciel w odpowiednich warunkach może być potężnym narzędziem w badaniu świadomości i interakcji z wymiarami niefizycznymi, co z kolei może mieć poważne implikacje w rzeczywistości fizycznej.
.

Kapelusze muchomora, czyli materiał badawczy, suszący się przy rytualnym ognisku

Z racji bardzo ubogiej literatury dotyczącej świętego syberyjskiego grzyba dostępnej w języku polskim, planowany eksperyment ma w domyśle poszerzyć merytoryczne studium na temat muchomora. Naszym głównym celem jest klasyfikacja efektów psychomimetycznych jakie obiekt badawczy wywoła w fizjologii organizmu człowieka, włącznie z okresem czasowym działania składników aktywnych na Ośrodkowy Układ Nerwowy, a także Układ Pokarmowy. Badanie uwzględni monitorowanie tętna i poszczególnych etapów psychodelicznej podróży.
.

Muchomory trzeba dobrze wysuszyć, choć niektórzy wolą je spożywać na surowo

Eksperyment zostanie przeprowadzony w lesie przy uwzględnieniu plemiennych zwyczajów konsumpcji. Surowiec w postaci kapeluszy muchomora czerwonego został zebrany w połowie września. Wysuszyłem go przy ognisku w lesie (co widać na zdjęciach), aby zachować szamańską formułę eksperymentu. Ponadto ognisko i ryt suszenia odbył się w równonoc jesienną, co również ma znaczenie ludowe. Eksperyment poprowadzę ja, natomiast ochotnikiem, który spożyje surowiec będzie mój kolega-lekarz. Rzecz jasna nie będziemy zdradzać jego wizerunku ani nazwiska, gdyż dobrze wiemy jakie jest środowisko lekarskie i w jaki sposób postrzega tego typu badania i ogólnie wiedzę opartą na technikach ludowych-szamańskich.
.

Piękny kapelusz muscarii. Jego wygląd od tysiącleci przykuwał uwagę plemion.

Niestety Polska w porównaniu do innych krajów jest daleko w tyle z badaniami szeroko pojętych psychodelików, gdzie literatura etnobotaniczna takich krajów jak: Niemcy, Hiszpania, czy Stany Zjednoczone jest niezwykle bogata. Z przeprowadzonego eksperymentu sporządzimy szczegółowy dokument naukowy, którym dołożymy swoją cegiełkę do skromnego murku polskiej etnobotanicznej i etnofarmakologicznej bazy danych. Poniżej znajduje się krótki film, który został nakręcony właśnie podczas suszenia kapeluszy muchomora przy ognisku. Mówię w nim kilka zdań na temat syberyjskiego sacrum. Z racji tego, że jest to pierwszy taki materiał, byłem trochę speszony samym faktem filmowania, stąd nie mówię płynnie, ale teraz razem z przyjacielem zamierzamy kręcić więcej materiałów filmowych więc obiecałem sobie lepiej oswoić z kamerą. Zatem warto czasem zajrzeć na Botaniczną Galaktykę, bo planujemy zamieszczać filmy traktujące o ziołolecznictwie, ogólnie biosferze, szamanizmie. Będą to relacje ze zbioru ziół, ich prawidłowego przyrządzania, czy eksperymentów.

Źródło: http://botanicscience.blogspot.com/2010/09/amanita-muscaria-eliksir.html?m=1
http://botanicscience.blogspot.com/2010/09/amanita-muscaria-eliksir_29.html 
Autor: Jakub Babicki

UZDRAWIAJĄCA WODA W NASZYM KRANIE

Paweł od dawna zajmuje się uzdrawianiem i niesieniem wszechstronnej pomocy naszym bliskim. Wiele lat specjalizował się w alternatywnych metodach leczenia. Bardzo znany i ceniony Kambozeiro (specjallista od terapii Kambo) od 2016 roku zajmuje się filtrami które oczyszczają naszą wodę i mineralizują ją. Nie od dziś wiadomo, że woda ma decydujący wpływ na nasze zdrowie. Wiele zależy jednak od jej jakości. Od dawna mieliśmy problem w wybraniem właściwej wody butelkowanej, czytaliśmy składy i wciąż mieliśmy wyrzuty sumienia, że przyczyniamy się do zanieczyszczania środowiska. Zainteresował nas więc temat tej domowej oczyszczalni.

Wzięliśmy temat pod lupę:

Taka woda to prawdziwa medycyna, szczególnie dla osób, które mieszkają w dużych aglomeracjach i mają zanieczyszczone źródła. Woda o wysokim Ph nie tylko odkwasza i odśluzowuje organizm, ale także pozwala zaoszczędzić wydatki na wodę butelkowaną, która jak się okazuje nie różni się niczym od kranówki, a nawet często jest gorsza. Często woda butelkowana zawiera zanieczyszczenia, a do tego plastik wiadomo.. zostawiamy w spadku dzieciom.

Dlatego w kwietniu 2017 zakupiliśmy dla siebie taki zestaw na przetestowanie i … jesteśmy zachwyceni!!

Informacje dlaczego warto pić wodę z kranu publikujemy w zakładce BLOG

Kontakt do Pawła w zakładce PRZYJACIELE